Są książki, które po prostu się czyta i takie, których doświadcza się całym sobą. „Obłokobujanie” Patti Smith bezsprzecznie należy do tej drugiej grupy. Książka niewielkiego rozmiaru, a jednak ogromna w wymiarze duchowym, nie opowiada historii w tradycyjnym sensie, ale zaprasza do uważnego trwania, odczuwania i spokojnego oddechu.
Nie sposób zamknąć tej publikacji w jednym gatunku. To połączenie poetyckiej prozy, eseju o lirycznym zabarwieniu i refleksji nad dzieciństwem, pamięcią oraz samą obecnością w świecie. Patti Smith swobodnie przemieszcza się między narracją a poezją, jak ktoś, kto dawno przestał komukolwiek cokolwiek udowadniać - literackiemu światu, odbiorcom czy samej sobie. Jej pisanie pozbawione jest przesady i teatralności, i cechuje je prostota, przejrzystość i szczerość. Zdania sprawiają wrażenie nie tyle skonstruowanych, co wypuszczonych z wnętrza człowieka. Jak oddech przynoszący ukojenie.
„Obłokobujanie” projekt, który powstał z poczucia wewnętrznej pustki, przytłumionych emocji i wczesnowiosennego zawieszenia pomiędzy porami roku. I właśnie z tego źródła czerpie swoją siłę. Autorka wraca do lat dziecięcych, do domu, który ją uformował, do chwil pozornie nieistotnych, a w rzeczywistości kluczowych. To opowieść autobiograficzna tylko częściowo, ponieważ pozbawiona jest chronologii i potrzeby dokumentowania faktów. Pamięć funkcjonuje tu jak sen, a świat realny miesza się z wyobrażeniami, a pojedynczy detal potrafi przynieść więcej emocji i znaczeń niż najpiękniejszy pejzaż.
Rzeczywistość oglądana oczami Patti Smith ma w sobie coś z baśni, choć autorka konsekwentnie zaznacza, że nie mamy do czynienia z fikcją, że wszystko wydarzyło się naprawdę. Ta baśniowość nie wypływa z fantazjowania, ale z głębokiej wrażliwości autorki. Z umiejętności dostrzegania tego, co wymyka się codzienności, etykietom i uproszczeniom. Z niezgody na zdrowy rozsądek i przymus „dorastania”. W świecie „Obłokobujania” bezruch nie jest słabością, smutek nie domaga się natychmiastowej reakcji i jego naprawy, a zatrzymanie się staje się cichym sprzeciwem wobec rzeczywistości pędzącej bez wytchnienia.
To lektura wymagająca uważności i spokoju. Nie toleruje pośpiechu ani czytania jedynie fragmentów. Najlepiej ofiarować jej jeden cichy wieczór, pozwolić myślom swobodnie krążyć i zaakceptować fakt, że nie wszystko musi od razu znaleźć wyjaśnienie. Oddziaływanie zawartości tej książki zależy od stanu czytelnika - jednych ukoi, innym da chwilowe poczucie bezpieczeństwa, a jeszcze innych skonfrontuje z własną wrażliwością.
„Obłokobujanie” nie jest książką prostą ani jednoznaczną. Dla części odbiorców może okazać się zbyt oderwana od codzienności, nadmiernie intymna lub zbyt subtelna. Właśnie ta subtelność stanowi o sile tej książki. Patti Smith przypomina w niej, że znaczenie nie zawsze rodzi się z aktywności, bo czasem wystarczy być i oddychać. Doświadczać. Podziwiać. Być.
To nie jest książka, która zmienia świat. Ona zmienia perspektywę patrzenia.
Nie sposób zamknąć tej publikacji w jednym gatunku. To połączenie poetyckiej prozy, eseju o lirycznym zabarwieniu i refleksji nad dzieciństwem, pamięcią oraz samą obecnością w świecie. Patti Smith swobodnie przemieszcza się między narracją a poezją, jak ktoś, kto dawno przestał komukolwiek cokolwiek udowadniać - literackiemu światu, odbiorcom czy samej sobie. Jej pisanie pozbawione jest przesady i teatralności, i cechuje je prostota, przejrzystość i szczerość. Zdania sprawiają wrażenie nie tyle skonstruowanych, co wypuszczonych z wnętrza człowieka. Jak oddech przynoszący ukojenie.
„Obłokobujanie” projekt, który powstał z poczucia wewnętrznej pustki, przytłumionych emocji i wczesnowiosennego zawieszenia pomiędzy porami roku. I właśnie z tego źródła czerpie swoją siłę. Autorka wraca do lat dziecięcych, do domu, który ją uformował, do chwil pozornie nieistotnych, a w rzeczywistości kluczowych. To opowieść autobiograficzna tylko częściowo, ponieważ pozbawiona jest chronologii i potrzeby dokumentowania faktów. Pamięć funkcjonuje tu jak sen, a świat realny miesza się z wyobrażeniami, a pojedynczy detal potrafi przynieść więcej emocji i znaczeń niż najpiękniejszy pejzaż.
Rzeczywistość oglądana oczami Patti Smith ma w sobie coś z baśni, choć autorka konsekwentnie zaznacza, że nie mamy do czynienia z fikcją, że wszystko wydarzyło się naprawdę. Ta baśniowość nie wypływa z fantazjowania, ale z głębokiej wrażliwości autorki. Z umiejętności dostrzegania tego, co wymyka się codzienności, etykietom i uproszczeniom. Z niezgody na zdrowy rozsądek i przymus „dorastania”. W świecie „Obłokobujania” bezruch nie jest słabością, smutek nie domaga się natychmiastowej reakcji i jego naprawy, a zatrzymanie się staje się cichym sprzeciwem wobec rzeczywistości pędzącej bez wytchnienia.
To lektura wymagająca uważności i spokoju. Nie toleruje pośpiechu ani czytania jedynie fragmentów. Najlepiej ofiarować jej jeden cichy wieczór, pozwolić myślom swobodnie krążyć i zaakceptować fakt, że nie wszystko musi od razu znaleźć wyjaśnienie. Oddziaływanie zawartości tej książki zależy od stanu czytelnika - jednych ukoi, innym da chwilowe poczucie bezpieczeństwa, a jeszcze innych skonfrontuje z własną wrażliwością.
„Obłokobujanie” nie jest książką prostą ani jednoznaczną. Dla części odbiorców może okazać się zbyt oderwana od codzienności, nadmiernie intymna lub zbyt subtelna. Właśnie ta subtelność stanowi o sile tej książki. Patti Smith przypomina w niej, że znaczenie nie zawsze rodzi się z aktywności, bo czasem wystarczy być i oddychać. Doświadczać. Podziwiać. Być.
To nie jest książka, która zmienia świat. Ona zmienia perspektywę patrzenia.
Serdecznie polecam!






