„Taniec demonów” Ester Singer Kreitman to proza cicha w formie, a zarazem przytłaczająca pod względem przekazu. Autobiograficzna powieść opublikowana w 1936 roku, która czytana z dzisiejszej perspektywy wcale nie traci na sile. Wręcz przeciwnie, zyskuje dodatkowe warstwy znaczeń, bo współczesność wreszcie dostarcza nam narzędzi, by naprawdę usłyszeć głos przez lata spychany na margines.
Autorka, starsza siostra Izraela Jehoszua Singera oraz Isaaca Bashevisa Singera, snuje własną historię, ukrywając ją pod postacią Dwojrele. To narracja z wnętrza ortodoksyjnej rodziny rabina, lecz diametralnie odmienna od perspektywy znanej z twórczości jej braci. Jeśli „Urząd mojego ojca” można czytać jako opowieść syna, „Taniec demonów” jest zapisem doświadczenia córki. I właśnie treść tej książki dlatego boli bardziej, ponieważ obraz w niej przedstawiony jest mroczniejszy, pozbawiony nostalgii i sentymentalnego filtra. Zamiast mitu dzieciństwa pojawia się tu wyczerpująca praca, upokorzenie, głód wiedzy oraz desperackie poszukiwanie sensu.
Dwojrele dorasta w rzeczywistości, w której kobiecość oznacza z góry przypisaną niewidzialność. Edukacja, autonomia, prawo decydowania o sobie, a nawet o własnym stroju, pozostają poza jej zasięgiem. Jej los został przesądzony wcześniej: ma wyjść za mąż, rodzić dzieci, prowadzić dom i nie zadawać pytań. Jedno z nich, wypowiedziane w dzieciństwie: „Kim będę?”, spotyka się z odpowiedzią, która niesie się echem przez całą powieść - „Nikim”. To słowo staje się zarówno wyrokiem, jak i iskrą buntu, który nigdy nie wygasa do końca, a tli się, dając nadzieję.
Autorka pisze bez znieczulenia i bez pobłażania, nie tylko wobec świata, który portretuje, lecz także wobec samej siebie. Nie upiększa ortodoksyjnych środowisk żydowskich, a odsłania hipokryzję, chciwość, przemoc - symboliczną i dosłowną - oraz nierówność między kobietami a mężczyznami. Mężczyźni oddają się studiowaniu Tory i Talmudu, kobiety niosą na sobie cały ciężar codziennego życia: emocjonalny, fizyczny i materialny. Nawet małżeństwo, które miało przynieść ratunek, okazuje się kolejnym zamknięciem.
Siła „Tańca demonów” nie sprowadza się jednak wyłącznie do jego feministycznego przesłania, jak na swoje czasy wręcz wywrotowego. To również znakomita powieść o dorastaniu, o kształtowaniu tożsamości, o próbie „bycia kimś” w świecie, który konsekwentnie odmawia prawa do bycia. Proza uderza naturalnością i szczerością, a język jest prosty, niesztuczny, wolny od maniery, a zarazem głęboko poruszający. Czytelnik ma poczucie, że ta książka musiała powstać i że jest jak rozmowa autorki z samą sobą. Taki gest ocalenia własnego głosu i istnienia.
Z ogromną uważnością Autorka opisuje realia żydowskiego życia sprzed I wojny światowej: prowincjonalne miasteczka, Warszawę, napięcie między tradycją a nowoczesnością, kuszącą obietnicę wielkiego miasta, idee socjalistyczne i narastające konflikty moralne. Choć powieść jest mocno zakorzeniona w konkretnym czasie i miejscu, jej przesłanie pozostaje zaskakująco aktualne. Historia kobiety walczącej o prawo do myślenia, czytania i samostanowienia nie podlega przedawnieniu.
„Taniec demonów” rozpoczyna się spokojnie, by zakończyć się uczuciem ściśniętego gardła. Pod względem literackim nie ustępuje książkom braci Singerów, a w wymiarze historycznym i emocjonalnym okazuje się głosem jedynym w swoim rodzaju. Dziś, gdy twórczość Ester Singer Kreitman odzyskuje należne miejsce, staje się jasne, że nie była jedynie „siostrą wybitnych pisarzy”. Była wybitną pisarką. Pisarką bezkompromisową, odważną i do granic szczerą.
To powieść, po którą sięga się nie tylko po to, przenieść się do świata, który przeminął, przyjrzeć się jego blaskom i cieniom, poznać tajemnice i grzechy, ale przede wszystkim po to, by lepiej zrozumieć rzeczywistość, w której nadal funkcjonujemy. I samych siebie.
Autorka, starsza siostra Izraela Jehoszua Singera oraz Isaaca Bashevisa Singera, snuje własną historię, ukrywając ją pod postacią Dwojrele. To narracja z wnętrza ortodoksyjnej rodziny rabina, lecz diametralnie odmienna od perspektywy znanej z twórczości jej braci. Jeśli „Urząd mojego ojca” można czytać jako opowieść syna, „Taniec demonów” jest zapisem doświadczenia córki. I właśnie treść tej książki dlatego boli bardziej, ponieważ obraz w niej przedstawiony jest mroczniejszy, pozbawiony nostalgii i sentymentalnego filtra. Zamiast mitu dzieciństwa pojawia się tu wyczerpująca praca, upokorzenie, głód wiedzy oraz desperackie poszukiwanie sensu.
Dwojrele dorasta w rzeczywistości, w której kobiecość oznacza z góry przypisaną niewidzialność. Edukacja, autonomia, prawo decydowania o sobie, a nawet o własnym stroju, pozostają poza jej zasięgiem. Jej los został przesądzony wcześniej: ma wyjść za mąż, rodzić dzieci, prowadzić dom i nie zadawać pytań. Jedno z nich, wypowiedziane w dzieciństwie: „Kim będę?”, spotyka się z odpowiedzią, która niesie się echem przez całą powieść - „Nikim”. To słowo staje się zarówno wyrokiem, jak i iskrą buntu, który nigdy nie wygasa do końca, a tli się, dając nadzieję.
Autorka pisze bez znieczulenia i bez pobłażania, nie tylko wobec świata, który portretuje, lecz także wobec samej siebie. Nie upiększa ortodoksyjnych środowisk żydowskich, a odsłania hipokryzję, chciwość, przemoc - symboliczną i dosłowną - oraz nierówność między kobietami a mężczyznami. Mężczyźni oddają się studiowaniu Tory i Talmudu, kobiety niosą na sobie cały ciężar codziennego życia: emocjonalny, fizyczny i materialny. Nawet małżeństwo, które miało przynieść ratunek, okazuje się kolejnym zamknięciem.
Siła „Tańca demonów” nie sprowadza się jednak wyłącznie do jego feministycznego przesłania, jak na swoje czasy wręcz wywrotowego. To również znakomita powieść o dorastaniu, o kształtowaniu tożsamości, o próbie „bycia kimś” w świecie, który konsekwentnie odmawia prawa do bycia. Proza uderza naturalnością i szczerością, a język jest prosty, niesztuczny, wolny od maniery, a zarazem głęboko poruszający. Czytelnik ma poczucie, że ta książka musiała powstać i że jest jak rozmowa autorki z samą sobą. Taki gest ocalenia własnego głosu i istnienia.
Z ogromną uważnością Autorka opisuje realia żydowskiego życia sprzed I wojny światowej: prowincjonalne miasteczka, Warszawę, napięcie między tradycją a nowoczesnością, kuszącą obietnicę wielkiego miasta, idee socjalistyczne i narastające konflikty moralne. Choć powieść jest mocno zakorzeniona w konkretnym czasie i miejscu, jej przesłanie pozostaje zaskakująco aktualne. Historia kobiety walczącej o prawo do myślenia, czytania i samostanowienia nie podlega przedawnieniu.
„Taniec demonów” rozpoczyna się spokojnie, by zakończyć się uczuciem ściśniętego gardła. Pod względem literackim nie ustępuje książkom braci Singerów, a w wymiarze historycznym i emocjonalnym okazuje się głosem jedynym w swoim rodzaju. Dziś, gdy twórczość Ester Singer Kreitman odzyskuje należne miejsce, staje się jasne, że nie była jedynie „siostrą wybitnych pisarzy”. Była wybitną pisarką. Pisarką bezkompromisową, odważną i do granic szczerą.
To powieść, po którą sięga się nie tylko po to, przenieść się do świata, który przeminął, przyjrzeć się jego blaskom i cieniom, poznać tajemnice i grzechy, ale przede wszystkim po to, by lepiej zrozumieć rzeczywistość, w której nadal funkcjonujemy. I samych siebie.



